Cześć!
Znów zniknęłam na miesiąc, za co bardzo was przepraszam.
Szczerze? Ostatnio jest u mnie bardzo źle. Pojawiają się myśli, że może lepiej by było zwinąć się z tego świata – ale spokojnie – nie nabierają jeszcze realnego wydźwięku. Ciągle są dla mnie abstrakcyjne i cholera nie wierzę, że mnie dopadają. Przez całe dotychczasowe życie nie powiedziałabym nigdy, że JA – osoba do niedawna tak wesoła, wolna, z toną pomysłów na życie i grupą cudownych przyjaciół dojdzie do momentu gdzie będzie uświadamiać sobie, że wcale nic wielkiego jej nie czeka, nie nadaje się do żadnej relacji, nic nie osiągnęła (poza osiągnięciami w szkole muzycznej, którą rzuciłam w lutym :)).
Wszystko zaczęło się sypać odkąd poszłam do liceum. W gimnazjum byłam sobą, nie błądziłam tak jak teraz, nie miałam natłoków myśli, nie czułam się aż tak odrażająca, co jest dziwne, bo ważyłam wtedy dużo, dużo więcej. Teraz zgubiłam siebie – brak mi jakiegokolwiek poczucia własnej wartości, wyrobił mi się jakiś chory nawyk ciągłej samokrytyki o ile nie po prostu chamskiego jechania po sobie, straciłam taką nie wiem odwagę? Kiedyś ostro walczyłam o swoje zdanie, a ostatnio jakbym była jakaś stłumiona. Nie poznaje się. Patrzę na moje przyjaciółki i beczeć mi się chce – tak im zazdroszczę, chciałabym czuć się jak one. Ja ilekroć poradzę sobie z jednym problemem z automatu zrzucany jest na mnie kolejny. Nie mam już siły do tego. Czy ja nie mogę być normalna po prostu? Zastanawiam się nad psychiatrą, chciałabym dostać jakieś leki. Mam dość nawracających natłoków myśli, czasami już krzyczę, żeby to się skończyło, albo gryzę w rękę i zostają siniaki bo w żaden inny sposób nie da się odwrócić myśli. One się kłębią, dobijając mnie coraz bardziej i bardziej, zaczynam płakać, bo mam dość, to są takie jakby ataki. Poza tym często kilkakrotnie w ciągu dnia dopada mnie jakiś stres? Niepokój? Ciężko to nazwać ale jest odczuwalne fizycznie w okolicy klatki piersiowej. Ostatnio doszło do tego, że mama musiała mnie odebrać z spotkania z przyjaciółmi bo ledwo się powstrzymywałam, żeby nie wybuchnąć płaczem. To mnie potrafi złapać z zaskoczenia.
Mimo to staram się dobrze nastawić. Teraz musi być lepiej. Przenoszę się do nowego pokoju, bo ten obecny jest ciemny, przygnebiający i kojarzy mi się tylko z pogrążaniem się. Nowy będzie biały i jasny przez to, że wpada tam dużo światła słonecznego. Odświeżałyśmy go malowaniem na biało razem z przyjaciółką (świetnie się bawiłyśmy latając z wałkiem i farbą hahah), kupiłyśmy dużo ozdób – świeczek zapachowych, roślinek, pudełek do przechowywania i wydrukowałyśmy zdjęcia na ściankę. Wczoraj też przyszedł mój laptop!! Bardzo jestem z niego zadowolona, nigdy nie miałam własnego. Więc co – nowa przestrzeń, nowy laptop, dalsza terapia z psychologiem – teraz tylko się zorganizować, skupić na sobie i postarać się wyjść z gówna.
Chciałabym zacząć praktykować jogę i medytację, wychodzić częściej z psem, skupić się na diecie, bo w końcu mój cel to 60kg a nadal mam nieszczęsne 66kg i stoję w miejscu, ograniczyć media społecznościowe (niekiedy mam przesyt informacji i bardzo mnie to przytłacza). Może jakoś to będzie….chociaż wieczorami mam wrażenie, że tworzę sobie złudną iluzję i, i tak jestem przegrana.
To tyle, przepraszam, że zawaliłam was moimi problemami ://
Trzymajcie się ❤

Po to mamy blogi żeby dzielić się ze sobą przemyśleniami i uczuciami. Trzymam kciuki za wszystko 🙂
PolubieniePolubione przez 1 osoba
na pewno tutaj wrócę jak tylko wszystko się poukłada ❤️
PolubieniePolubienie